frame top

Rozmowa z Simonem Silvesterem przeprowadzona podczas Digital Day 2008

Marek Staniszewski : Przedstawiłeś dziś prezentację pt. „How to Think Digital”, w której zawarłeś kilka myśli ze swojej najnowszej książki pod tym właśnie tytułem.
Nie chcę jednak pytać o tę pozycję, ale o pisanie w ogóle. Kiedy napisałeś swoją pierwszą książkę?


Simon Silvester : W 1990 roku. Pisałem o brytyjskich nastolatkach na podstawie przeprowadzonych wywiadów. Stawiałem hipotezy i próbowałem przewidzieć, na kogo wyrosną w przyszłości. Nie każdemu podobało się to, co o nich napisałem, ale książka stała się głośna. Wiele o niej dyskutowano na łamach prasy brytyjskiej („Spoilt Brats”).

M.S. : A którą ze swoich publikacji najbardziej lubisz? Którą uważasz za najlepszą?


S.S. : Chyba „World Waves. Global Trends for Global Brands". Została zauważona i doceniona przez wielu managerów, m.in z Unilever czy Diageo. Miała bardzo pozytywny oddźwięk w branży marketingowej. Może dlatego, że dotyczyła rzeczy tak ogólnych, jak trendy globalne?
Bardzo lubię również „My Brain Hurts” – uważam, że to jedna z moich najlepszych publikacji.

M.S. : W swoich tekstach często piszesz o trendach i zjawiskach, które mają potencjał, by stać się trendem. Skąd to zainteresowanie?

S.S. : Lubię obserwować i analizować to, co dzieje się na rynkach wschodzących i tworzących się na naszych oczach gospodarkach. Odwiedzając Amerykę Łacińską, niektóre kraje azjatyckie, Afrykę czy nawet w Rosję, można zaobserwować, jak ludzie mierzą się z nowymi rzeczami, nowymi zjawiskami. Dużo mniej okazji dla takich obserwacji jest w krajach rozwiniętych. Kiedy widzę, jak w instynktowny sposób ludzie radzą sobie z nowymi problemami, staram się to wpisać w szerszy obraz i kontekst gospodarczy. Klasykiem, którego niezwykle cenię, jest Adam Smith. Jego myśli wciąż okazują się aktualne.
Nie znajduję trendów po prostu leżących na ulicy – to one same się pojawiają i chcą być opisane.

M.S. : Dużo podróżujesz po świecie, prowadząc szkolenia, prelekcje. Rozumiem, że bardzo Ci to pomaga w pisaniu o trendach i zjawiskach związanych ze współczesnym konsumentem?

S.S. : To niezwykle pomaga. Np. odwiedzając Indie, jestem zafascynowany połączeniem olbrzymiego potencjału gospodarczego z ciągle obecnymi strukturami postkolonialnej biurokracji! Widzę też, jak produkty marek indyjskich coraz częściej stają się dostępne  i konkurencyjne na europejskich rynkach. My, Anglicy, nie mamy z tym problemu – nasza gospodarka zawsze była otwarta na świat. Jeśli ktoś potrafi produkować samochód lepiej i taniej niż my, no to OK, w porządku. Nie będziemy z tego powodu dramatyzować.

M.S. : Skoro mówimy o Indiach – czy dostrzegasz wyraźne różnice kulturowe w indyjskim podejściu do marketingu i budowaniu marek?

S.S. : To zdecydowanie różne podejście. Przede wszystkim dominuje tu bardzo logiczne, bardzo racjonalne myślenie. Nazwałbym to podejściem old-school w stylu P&G. Wyraźnie też widać w indyjskim myśleniu o marketingu wzory społeczne – podkreślanie statusu i pozycji jest tu niezmiernie ważne.

M.S. : Nad czym teraz pracujesz?

S.S. : Piszę kolejną książkę. Będzie miała tytuł „Think French”. Próbuję w niej pokazać różnice w myśleniu marketingowym Francuzów i świata anglosaskiego. Amerykanie czy Anglicy duży nacisk kładą na to, co unikalne w samym produkcie, czego nie da się skopiować – przykładem jest mnożenie kolejnych formuł i „molekuł” w proszkach do prania. Francuzi wierzą w markę – uważają, że jeśli marka jest silna i odpowiada na konkretną potrzebę, to sama się obroni.
Równolegle pracuję na tekstem, który nosi tytuł „Day of Clones" – w pewnych branżach, np. w liniach lotniczych, w markach usług finansowych zaobserwować można wzrost ilości strategii opartych na kopiowaniu sprawdzonych rozwiązań. Poszukiwanie rentowności i ostra konkurencja sprawia, że coraz częściej marketerzy sięgają po takie strategie. To oczywiście nic nie daje. Problem bierze się stąd, że „Differentiation” wciąż nie jest tym pojęciem, od którego rozpoczyna się myślenie o marce, a szkoda.

M.S. : A jaka jest Twoja ulubiona marka?

S.S. : Od roku 1990, kiedy zacząłem używać pewnego komputera i zauważyłem, że robię dużo lepsze prezentacje niż inni, wciąż jest to Apple.

Dziękuję za rozmowę.

frame bottom