frame top

Grey power, czyli maraton po osiemdziesiątce

Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego maratonu. Byłem młody. Pewny siebie. Spokojny o to, że przebiegnę. Wystartowałem wraz z setkami innych biegaczy. Biegłem powoli. Bardzo powoli. Gdy dobiegałem do punktu żywieniowego, jedyne, na co mogłem liczyć, to zmoczona gąbka. Nie mogąc zrobić z nią nic sensownego, zwilżałem się. Tego dnia było akurat zimno. Biegliśmy przez wymarłe miasto. Nikt nas nie dopingował. Na 10 kilometrze byłem już cały przemarznięty. Na 15 wyminął mnie siwiuteńki dziadek. Na oko miał z 70 lat. Na chwilę przystanął przy znaku z 15 kilometrem, wyjął aparat, uśmiechnął się, zrobił zdjęcie i pobiegł dalej. Zdziwiony i zmęczony patrzyłem, jak się oddala. Już prawie człapałem, a on lekko i z gracją biegł dalej. Na 20 kilometrze zszedłem z trasy. Nie byłem w stanie biec dalej. Przemarznięty do szpiku kości, owinięty w koc, zostałem zabrany do domu przez rodziców.

Niewiele już z tego pamiętam, ale wymijającego mnie dziadka, robiącego sobie zdjęcia, nigdy nie zapomnę. To, że zszedłem na 20 kilometrze, bolało mnie przez wiele lat. Zrozumiałem, że muszę to z siebie zmazać. Pobiec jeszcze raz. Tym razem do końca. Po latach od tego pierwszego podejścia wystartowałem ponownie. Tym razem lepiej przygotowany. Ale też mniej pewny siebie. 20 kilometrów przebiegłem pewnie i spokojnie w swoim tempie. I nagle dołączył do mnie czerstwy staruszek. Nie, to nie był ten sam dziadek sprzed lat. Nie miał aparatu. Wyglądał całkiem inaczej, ale tak samo zaskoczył mnie swoją wytrzymałością. Tym razem nie odpuszczałem. Ścigaliśmy się przez spory kawałek. Raz on, raz ja byłem górą. Dziadek znowu mnie odsadził, ale tym razem po długiej walce. Po 25 kilometrze mój bieg przeszedł w trucht, potem w człapanie, a na koniec w spacer na przemian z odcinkami biegu. Ale gdy tylko zbliżyłem się do ostatniego zakrętu i zobaczyłem linię mety, wstąpiły we mnie nowe siły. Prawie leciałem do mety. Przebiegłem. Tym razem udało mi się.

Maraton to coś więcej niż 42 km i 195 metrów. Ten bieg to w pewien sposób metafora życia. Biegnąc, masz swoje słabości. Chcesz zejść z trasy i rzucić to wszystko. Ale potem przychodzą momenty euforii. Gdy mimo wszystko biegniesz dalej. Nieważne, że coraz wolniej. Biegniesz i to jest najważniejsze. Dlaczego o tym piszę?

Po tym maratonie pozostał mi ogromny szacunek dla starszych. Ich życiowego doświadczenia. Nie uważam, że młodość ma zawsze rację. Szanuję starszych. Tak wiele można się od nich nauczyć. Boleję nad tym, że doświadczenie ogromnej ilości starszych Polaków jest marnowane i niewykorzystywane. To kapitał, który jest bezpowrotnie tracony.

Biegać maratony w starszym wieku? To dopiero wyzwanie. Twoje ciało zachowuje się przecież inaczej. Starsze serce wolniej pompuje krew. Serce 60-latka przepompowuje 20% mniej nasyconej tlenem krwi niż serce 20-latka. Szczyt możliwości mięśni przypada na okolice trzydziestki. Po siedemdziesiątce obniża się dramatycznie o 30%. Biegać maratony po osiemdziesiątce? To dopiero odwaga. Joy Johnson ma 81 lat i wciąż biega. W tym roku, w Nowym Jorku, zwyciężyła w swojej kategorii wiekowej. To był jej 21. maraton pod rząd w Wielkim Jabłku. Była pierwsza, ale wcale nie jest zadowolona z czasu: ponad 7 godzin.

Joy Johnson ciężko trenuje. Latem przebiega 90 km tygodniowo, zimą 55. Codziennie wstaje o 4 rano. Przez godzinę czyta Biblię, a potem zakłada dres i na ścieżce wsłuchuje się już tylko we własny oddech.

Joy ma siwe włosy, ale uśmiech i energię nastolatki. Biega od ponad 20 lat. Rocznie startuje w 11 maratonach. Biegać zaczęła dość późno. Swój pierwszy maraton przebiegła, gdy miała 61 lat. Czas: 4 godziny 22 minuty. Joy, jak każdy starszy człowiek w jej wieku, nieubłagalnie, ale powoli, zbliża się do linii mety. Żartuje, że chciałaby umrzeć w biegu. I żeby nikt nie wzywał wtedy karetki.

Coraz więcej starszych Amerykanów regularnie ćwiczy. Do 2010 roku co czwarty Amerykanin będzie miał ponad 55 lat. To najszybciej rosnąca grupa wiekowa na imprezach sportowych. Od 2003 roku w oficjalnych imprezach biegowych uczestniczy 23% więcej osób w wieku Joy. W Europie jest podobnie.

Rozejrzyjcie się wokół siebie. Kult młodości kultem młodości, ale paradoksalnie tę młodość jest coraz trudniej znaleźć i jest ona coraz „starsza”. Coraz więcej jest wokół nas starszych ludzi. Dobrze to widać w autobusach. Tramwajach. Na ulicach. Parkach. Czy Twoja marka ich dostrzega? Czy tylko udaje, że ich widzi? Ci ludzie nie dosłyszą. Gorzej widzą. Są mniej podatni na reklamy. Nie poruszają się tak szybko i sprawnie, jak my. Ale mają coś bezcennego. Patrzą na życie z mądrością, którą daje im wiek. I widzą dzięki temu to, co umyka nam w codziennej krzątaninie.

Żródła: „Over 80. It’s Anyone’s Race”, Matthew Futterman, „The Wall Street Journal”, 31.10.2008 WARC Reports Advertising to the 50-plus market

© Grzegorz Kosson 2008

frame bottom